niedziela, 16 marca 2014

rozdział 20. ' Kocham Cię '

-Wstawaj, ile można spać!-Ola mnie szturcha i uśmiecha się promiennie.
-Jeszcze dwie minutki...co?-zakrywam się kołdrą.
-Wojtek, ruszaj się, dziś przecież masz kolacje z rodziną...-szturcha mnie dalej.
-Wiem, ale jest rano...wcześnie jeszcze. A kolację mam na 18...
-Jest 14...-uderza mnie poduszką.
-To mam jeszcze legalne 4 godziny...-śmieję się.
Ola usiadła na mój brzuch. Dopiero teraz zauważyłem,że ma na sobie moją kadrową koszulkę, jest bez makijażu i ma rozczochrane włosy.Uśmiecham się na ten widok.
-Mieliśmy dziś jeszcze iść na spacer więc wstawaj, leniuchu.-przeczesuje mi włosy.
-Już, poleżmy jeszcze chwilę.-pociągam ją na łóżko i kładę się na niej.
Na szafce obok łóżka leży pusta butelka szampana i dwa kieliszki, opakowanie po truskawkach leży gdzieś między ubraniami na podłodze.
Jest środowy poranek, oboje zachwyceni leżymy w łóżku, po dwóch absolutnie idealnych dniach życia.
Byliśmy na minigolfie, w klubach, a wczorajszy wieczór spędziliśmy oglądając film, grając na fortepianie i kończąc wszystko w sypialni. Czułem, że tak mogę żyć do końca.
Dzisiaj byłem umówiony na bardzo rodzinną kolację. Tata z dziewczyną, mama Marek, Eliza, Janek i ja. Tylko my. Bez Mileny i Oli. Teoretycznie ma być rodzinnie i miło, ale nie spodziewam się żeby tak to wyglądało w rzeczywistości.
Delikatnie całuje Olę. Dziś przynajmniej nie śniło mi się, że znów ją zdradziłem. Żaden głos mi nie mówi, że ją oszukuję. Wczoraj jeszcze tak było, sumienie nie dawało mi spokoju, dziś jest już ok.
-Buziaczek na dzień dobry?-całuję ją w brodę wciąż na niej leżąc.
-Może seks, na udane popołudnie?-uśmiecha się słodko.
-Jestem za...-wkładam jej dłonie pod koszulkę.
-Żartowałam, wstawaj.-Ola szybko się wyślizguje i wychodzi z pokoju.-Jak zdążysz do łazienki, zanim zamknę drzwi to masz szansę na wspólny prysznic!-krzyczy z salonu. W ekspresowym tempie biegnę do łazienki i otwieram Oli drzwi.
-Zapraszam.-uśmiecham się teatralnie i wchodzę za nią do środka.
Potem wychodzimy na śniadanie do pobliskiej piekarni i cukierni, gdzie wcinamy słodkie jagodzianki i pijemy kawę. Potem idziemy na spacer brzegiem Wisły.
-Cholera, jeszcze rok temu nie pomyślałabym, że będę z Tobą sypiać, potem jeść słodkie śniadanie i spacerować brzegiem rzeki myśląc jak bardzo Cię kocham, wiesz?-Ola trzyma mnie za rękę i uśmiecha się w blasku słońca. Ma ubraną niebieską koszulę bez rękawów i czarne szorty. Jej rozpuszczone włosy falują na wietrze.
-Powiem Ci, że też jestem zaskoczony.-patrzę na nią znad ciemnych okularów.
-Kocham Cię, wiesz?-staje na palcach i daje mi buziaka.
-Ja Ciebie też.-obejmuję ją.
-Wiesz, zanim poleciałeś na weekend, to mieliśmy iść zrobić tatuaż, pamiętasz?-pyta mnie Ola patrząc na swoje odbicie w moich okularach.
-Teraz?-pytam zdziwiony.
-Tak, no chodź, ja nawet wiem jakie chcę! Proooszę!-uśmiecha się słodko.
-Jakie chcesz? To ile Ty ich kochanie chcesz zrobić?
-Dwa, oj no chodź.-ciągnie mnie za rękę.
-Niech Ci będzie...-wracamy na ulicę i jedziemy do Centrum.
-A Ty sobie zrobisz?
-Nie wiem jeszcze.-odpowiadam mimo tego, że w mojej głowie pojawia się pomysł na tatuaż.
-No ok.
Wchodzimy do studia tatuażu, dość popularnego, dobrego i jednego z droższych w Warszawie.
Ola patrzy na mnie ze zdziwieniem.
-Nie wiem czy mnie stać, żeby tutaj sobie robić.
-Ja płacę.-puszczam oczko i  siadam na skórzanej kanapie.
-W czymś pomóc?Bardzo miło mi tu Pana widzieć.-na oko 30 letni facet wyciąga do mnie dłoń. Ma ogromne nerdy, kolorowe tatuaże na dłoniach i wychodzące kolorowe obrazki spod koszulki na szyję. W wardze kolczyk, a w uchu duży tunel. Robi wrażenie.
-Dzień dobry.-uśmiecham się.
 Z fotela właśnie wstaje wysoki chłopak, bardzo podobny do tego co do mnie podszedł. Nie jestem stwierdzić, który tatuaż zrobił bo miał ich od groma, ale był zadowolony, podziękował i wyszedł.
-Piercing czy tatuaże? W czymś pomóc?
-Tatuaże, najpierw pani.-wskazuję na Olę.
-Ma pani motyw czy pomóc wybrać?-podaje grube albumy.
-Mam własny projekt, uda się zrobić?-Ola wyciąga z torebki szkic z jakimiś napisami.
-Oczywiście! Tylko będzie to droższe.
-Nie ma znaczenia.-uśmiecham się i otwieram album.
-Dobrze, w takim razie proszę sobie wybrać czcionkę.-podaje Oli gruby skoroszyt.
-Ta.-pokazuje zdecydowanie na jedną.
-Gdzie robimy?-pyta mężczyzna.
-Kochanie lepiej tu-pokazuje na żebra.- Czy tu? - tym razem wskazuje obojczyk.
-To zależy co tam masz...-mówię i natychmiast otrzymuję kartkę z napisem ' through every dark night,  there is a brighter day '. -Na żebrach.-uśmiecham się.
-Ok, a drugi....-Ola przewraca kartki albumu.-Ten krzyżyk, na palcu.
-Dobrze, proszę zdjąć koszulkę i zapraszam na fotel.
Ola podaje mi swoją koszulę i układa się na fotelu.
Przez następną godzinę jest dzielnie cicho, mimo grymasu bólu na jej twarzy. Potem facet wraca do mnie.
-Wybrał pan coś?-uśmiecha się.
-Tak, chciałbym 23 sierpnia 1999 taką czcionką...-pokazuję na rzymskie cyfry.-Tu.-przesuwam dłonią po ciele tuż nad spodniami, po prawej stronie.
-Dobrze, zapraszam.
Po 15 min tatuaż jest gotowy. Dostaliśmy zniżkę 40%, a ja dodałem zdjęcie z tatuażystą na fanpage.
-Zadowolona?-pytam uśmiechając się.
-Bardzo. Dziękuję.-całuje mnie w policzek.-Już 16... leć się przebrać i na kolację, a ja sobie skoczę do Kamili bo mieszka niedaleko, co?
-Dobrze, zdzwonimy się wieczorem, co?-czule ją całuję.
-Będę czekać na telefon.-puszcza moją rękę i przechodzi na drugą stronę ulicy, po chwili znika za rogiem.
_________________________________________________________________________________

-Co tak mało jesz?-pyta mama sztucznie uśmiechając się do taty.
Ta kolacja jest niesamowicie żenująca. Tata rozmawia tylko i wyłącznie o piłce i o swoich planach na przyszłość, zanudza nimi Marka. Janek stara się udzielać, Eliza rozmawia z Renatą, tak jak mama, a ja siedzę i czuję się jak idiota. Każda minuta tutaj upewnia mnie w przekonaniu, że to najbardziej fałszywe rozmowy jakie słyszałem. Każdy opowiada niby przyjaźnie i słodko, ale jak co do czego to przechwala się swoimi osiągnięciami. Tata chwali się Markowi jak to mnie podobno wychował, Mama Renacie jak super gotuje... z tych żenujących konwersacji wyrywa mnie dzwonek do drzwi. Jest 21, kto to może być?
-Pójdę otworzyć.-mówię i z butelką Lecha idę do drzwi.
Za nimi, ku mojemu zdziwieniu, stoi Ola. Wygląda na wściekłą? Smutną? W ręku trzyma jakiś zwinięty papier.
-Co się stało, kochanie?-pytam.
-Oj stało...-mówi próbując się opanować.
-Kto to Wojtek?-słyszę głos mamy.
-Ola.
-Zaproś ją.
-Chodź, zapraszamy do fascynujących rozmów.-uśmiecham się.
-Ja właściwie chciałam z Tobą porozmawiać, na osobności.-na środku salonu wyswobadza się z moich objęć.
-Dobrze...eee...chodź może...do ogrodu.-otwieram drzwi balkonowe i zamykam je za nami.
Ogród jest mocno przyciemniony, rozświetlają go tylko pochodnie na grządkach mamy i światła basenu. Ola pewnym krokiem idzie w jego stronę.
-Chciałbyś mi coś powiedzieć?-pyta zakładając ręce.
-Co takiego?-odpowiadam zdezorientowany.
W tym momencie widzę jak do jej oczu napływają łzy, rzuca gazetą na stolik przy basenie.
-Nie zrozumiałeś mojego pytania?! Teraz może sobie przypomnisz, kurwo.-wskazuje na gazetę.
Na środku widnieje duży nagłówek ' PIJANY PIŁKARZ ZDRADZA SWOJĄ PARTNERKĘ WIĘCEJ STR. 9 '. Poniżej widać zdjęcie z plaży na Lazurowym Wybrzeżu, gdzie spacerujemy grupką po plaży.
Szybko przewracam strony. Widać tam moje zdjęcie, zbliżenie na twarz i ... zdjęcia jak idę za rękę i całuję Inez. Potem widać nas jak wchodzimy do hotelu. Obok widać duże zdjęcie z lotniska, gdzie całowałem Olę.
Robi mi się gorąco i przerażony patrzę na Olę.
Łzy ciekną jej po policzku, cała drży.
-Nienawidzę Cię! Nienawidzę!-krzyczy.
-Ja Ci to wyjaśnię...byłem pijany, nie pamiętam...m..mało pamiętam, proszę daj mi to wyjaśnić.-zaczynam ją prosić i robię krok w przód.
-Zaufałam Ci! Znowu tak cholernie się pomyliłam, myślałam, że wydoroślałeś! Oddałam Ci wszystko, rozumiesz?! Żałuję, że Ci wybaczyłam. Nienawidzę Cię!-jej głos przeszywa mnie na wskroś.-To koniec, słyszysz? Nigdy więcej nie próbuj się ze mną kontaktować, spierdalaj raz na zawsze!-teraz już nawet nie powstrzymuje łez.
Próbuję do niej podejść, objąć ją. Bierze zamach i uderza mnie z liścia.
-Nie chcę Cię znać.-szlocha i chce wyjść, idzie w stronę furtki.
-Zaczekaj!-idę za nią, ale tym razem mnie odpycha. Na śliskich kafelkach wokół basenu nie mogę złapać równowagi i z głośnym pluskiem wpadam do wody.
-Nie chcę Cię więcej widzieć!-to jedyne co słyszę i Ola wybiega z ogródka.
Wynurzam się z wody i wychodzę z basenu, po czym zgarniam gazetę i idę do domu.
Nie wiem co robić, nie dotarło to wszystko do mnie.
-Pieprzona gazeta...-wchodzę przez drzwi balkonowe do domu. Dopiero teraz sobie przypominam, że tam są wszyscy. Woda się ze mnie leje, jestem przemoczony. Nastała cisza w pokoju.
Odwracam się i widzę wszystkie spojrzenia wbite we mnie.
-Co się stało? Gdzie Ola?-pyta Eliza, przerywając ciszę.
-Mogę pożyczyć twoje ubrania?-pytam Janka, ignorując ją.
-Tak, weź sobie coś...
-Dzięki.-szybko ruszam na górę.
Słyszę odsuwane krzesło i czyjeś kroki. Zamykam się w pokoju Janka i na spokojnie przebieram ubrania. Z mojej kieszeni na ziemię wypada zalany iPhone. Patrzę na swoje nędzne odbicie w lustrze. Mimowolnie po moim policzku płynie łza. Słyszę otwierane drzwi.
-Co Ty tu do cholery robisz?!-pytam Elizę, która przez nie weszła.
-Przyszłam pogadać.-siada na łóżku.
-Jeżeli zamknąłem drzwi to chyba kurwa znaczy, że nie chcę gadać.-ocieram łzę i patrzę na nią wściekły.
-Co się stało?
-Gówno.
-Wojtek...
-Zerwaliśmy ok? Znowu wszystko zjebałem, ok?! Jeszcze coś chciałaś?-pytam zdenerwowany.
-Czemu...-pyta wstając z łóżka.
Bez słowa wskazuję na gazetę, która pognieciona leży na ziemi.
Eliza przebiega wzrokiem po pierwszej stronie, a potem po zdjęciach na kolejnej.
-Jesteś pojebany, nie wierzę, że to zrobiłeś...-mówi w szoku.
-Kurwa, byłem pijany! Gówno pamiętam, nie wiem co się stało! Nie chciałem, ok? Nie chciałem!-krzyczę.
-Ja pierdole, nie wierzę w Ciebie...-wychodzi z pokoju i trzaska drzwiami.
-PIERDOLCIE SIĘ KURWA WSZYSCY!-krzyczę za nią.
Jestem wściekły, na siebie samego. Łapię krzesło, które jest pod ręką i rzucam nim o ścianę. Leży na podłodze w trzech częściach, tynk odpadł ze ściany. A mi ulżyło,ale już do końca życia pozostanę debilem.
Zostawiam wszystko i schodzę na dół, ignoruję wszystkich i ich pytania. Opuszczam dom i wracam do siebie, tam gdzie będę mógł wszystko przemyśleć.

________________________________________________________________________________
czy to już koniec? :o
co dalej? :o 
Współczujecie mu, czy raczej dobrze mu tak? :)
Kocham i pozdrawiam :*
czekam na kom! 

łapcie tatuaż Oli :)



sobota, 1 marca 2014

Rozdział 19.- " Wieczór Kawalerski "

-Jak się spało?-pyta mnie mama kiedy schodzę do kuchni w krótkich spodenkach i topie.
-Dobrze, dzięki. A Tobie?-robię sobie kawę i musli.
-Też, gdzie Wojtek?
-Śpi jeszcze.
-Jakie plany na dziś?
-Jeszcze żadne, ale znając Wojtka na pewno coś wymyśli.-uśmiecham się słysząc kroki na korytarzu.-Dzień dobry.
-Dzień dobry.-najpierw zaspany uśmiecha się do mojej mamy, a potem delikatnie mnie obejmuje w pasie i czule dotyka ustami.
-Wyspany?-pytam mierzwiąc jego włosy.
-Trochę mnie wczoraj zmęczyłaś, ale jakoś udało się wyspać.-całuje mnie w czoło.-Tylko jest sprawa.
-Jaka?-pytam wyciągając chleb.
-Wyjeżdżam na weekend.
-Dokąd?-pytam patrząc podejrzliwie.
Mama usiadła przy barku z herbatą i jak gdyby nigdy nic, przysłuchiwała się rozmowie.
-Na Lazurowe Wybrzeże...-mówi ze spokojem robiąc sobie kawę.
-Ale dlaczego?-pytam nie rozumiejąc.
-Przecież mówiłem Ci, że Robert bierze ślub. Jedziemy na wieczór kawalerski.
-Ach, no tak, wieczór.-teraz wszystko jasne.
-W sumie to weekend...
-Weekend?
-Tak. Dziś lecimy na Riwierę Francuską, a stamtąd łódką płyniemy do Cannes, gdzie będziemy spać z soboty na niedzielę.
-A w piątek?
-Na łodzi.
-A...więc wracasz w niedzielę?
-Tak.
-Cholera, to ładnie.-uśmiecham się i podaję mu tosty.-No ale ok, jedź.
-Nie pytałem o pozwolenie, ale dziękuję.-puszcza oczko.
-O co Ci teraz chodzi?
-Nic. Od jakiegoś czasu sam o sobie decyduję i po prostu Cię informuję, gdzie spędzę weekend.-odpowiada jak gdyby nigdy nic.-Pyszne tosty, kochanie.
Moja mama rzuciła dość wymowne spojrzenie, a potem do kuchni wpadła Lilka, która od razu rzuciła się na Wojtka i rozpoczęła konwersację z nim na tematy, które tak naprawdę, interesowały tylko ją. Potem do 12 siedzimy u mnie, Wojtek jedzie się spakować i wraca, żebym odwiozła go na lotnisko... ________________________________________ ________________________________________

 Jedziemy na lotnisko za Warszawą, gdzie mam się spotkać z Robertem i resztą chłopaków. Ola wygląda na nie zadowoloną, ale teraz jakoś nie bardzo się tym przejmuję. Wcale się do mnie nie odzywa. Kiedy w końcu dojeżdżamy na lotnisko i wysiadam z auta, Ola wysiada razem ze mną i odbiera klucze od Porsche.
-Oddaję Ci mój samochód, nie spierdol tego.-uśmiecham się delikatnie popychając ją na maskę auta.
-Zaufałam Ci, nie spierdol tego.-przygryza wargę.
-Do zobaczenia, kochanie.-pochylam się i całuję ją tak namiętnie, aż czuję jak przechodzą ją dreszcze, mimo 28 stopniowego upału.
-Bądź grzeczny.-całuje mnie w policzek, kiedy idę w stronę prywatnego samolotu wypożyczonego przez mojego przyjaciela.
-Tego nie mogę obiecać.-mówię pod nosem i machając odjeżdżającej Oli, idę do Roberta.
-Ostatni wolny weekend,co?-pytam witając się z nim.
-Tak.-odpowiada zadowolony.-Wołałem Cię, żebyś przyszedł tu ze swoja dziewczyną, ale nie, po co. Chyba się jej nie wstydzisz?-pyta ze śmiechem.
-Nie, nie chciałem, żebyś odwołał ślub, jak ją zobaczysz.
-Śmieszne, naprawdę.
Po chwili przybywa pozostałych trzech imprezowiczów i wsiadamy do samolotu.
W impreza zaczyna się już w samolocie od kilku kieliszków szampana.
Najpierw, jak to w typowym męskim towarzystwie, podsumowujemy sezon, kiedy kończymy wywody na temat piłki, lądujemy nad Lazurowym Wybrzeżem.
-God Damn it, nie sądziłem, że naprawdę chcesz zrobić tu wieczór, dopóki nie otrzymałem zaproszenia.-rozglądam się po plaży, na której właśnie opalają się setki ludzi. Właśnie zmierzamy w jej stronę. To miejsce jest idealne. Niebieskie morze, biały piasek, palmy i upał. Kolorowe, eleganckie budynki, tłum ludzi, który gdzieś znika, nie jest odczuwalny. Ulice są czyste, zadbane. Kawiarnie eleganckie i pewnie drogie,ekskluzywne, zachęcają do odwiedzenia. Trawa w parku idealnie przycięta, po ozdobnych schodach schodzimy na plażę, pełną ludzi. Opalone, zgrabne i te mniej zgrabne kobiety i dziewczyny leżą na ręcznikach lub leżakach. Idziemy wzdłuż morza, ku małej zatoce zaczepiani przez turystów i popijając piwo.
Zrobiłem kilka zdjęć z fanami, tak samo jak reszta. Osobiście na mój fejsbukowy profil dodałem zdjęcie z grupą hiszpańskich turystek i grupą chłopców na kolonii, byli z Polski.
Po wędrówce plażą i miasteczkiem docieramy nad zatokę, gdzie czeka duży, ekskluzywny jacht. Robiliśmy oczywiście kilka postojów w kawiarni i sklepach.
Wchodzimy na pokład, tam czekają na nas kapitan i kilka kelnerek. Jacht ma 2 piętra i duży dziób, gdzie są leżaki i stoliki. Wchodząc do środka widzimy drzwi, schody na górę i na dół. Jak się dowiadujemy schody na górę prowadzą do naszych sypialni, gdyby ktoś był zmęczony. Te na dół  do kuchni. Idziemy na górę, gdzie każdy zmienia ubranie i trochę się odświeża. Jest już koło 20, słońce zachodzi, a my wyruszamy w morze.
Z mojej ' kajuty ' oglądam zachód słońca i pisze sms do Oli, że ją kocham i odezwę się w niedzielę, po czym wyłączam telefon. Biorę prysznic, zakładam krótkie czarne spodenki i białą koszulkę z napisem ' KOKO KOKO LEWY SPOKO ' i podobizną Roberta ( unikat! ). Schodzę na dół, gdzie czeka Robert, Sławek, Artur i Kamil.
-Panna, co tak długo?-pyta Sławek.
-Nie mogłem dobrać pudru do butów.-patrzę na moje siwe Jordany.-Co zrobisz.-udaję, że odgarniam włosy.
-Koniec pierdzielenia panowie, witam w raju.-Robert otwiera drzwi do sporych rozmiarów sali, wypłacającej jak dobry klub. Kanapy, stół do pokera, black jacka, barek z pełnym asortymentem, kolorowe światła i głośna muzyka. W dodatku stoliki są z rurami, które zapewne mają jeden, określony cel.
Wchodzimy do środka i od razu siadamy do pokera, gdzie zaczyna się zabawa. Barman rozlewa wódkę, leci shot za shotem, pieniądze leżą na stole, a ten kto wygra najwięcej stawia jutro kolejki, tyle ile starczy hajsu.
Kolejka za kolejką i na dobrą sprawę, nie pamiętam całego wieczoru. Wiem, że potem przyszło kilka striptizerek i dobrze grzały imprezę. Pamiętam ich seksowne tańce, dużo śmiechu i picia z ziomkami. Spać poszliśmy nad ranem, bo najlepsza impreza dopiero nadchodziła.
Obudziłem się bez większego bólu głowy, ok. godz. 14, kiedy zszedłem na dół, byli wszyscy oprócz Sławka. Jakieś szybkie śniadanie, po chwili pojawia się również Sławek.
Zakładamy spodenki do kąpieli i idziemy na dziób jachtu, gdzie leci głośna muzyka i zaczynają się skoki do wody, pływanie i picie, tym razem soczków ( oszczędzając się na wieczór ) po dwóch godzinach pływania i skakania wracamy na pokład. Po pół godzinie jesteśmy już na brzegu i idziemy zwiedzać Cannes.
-Przyjdziesz z Twoją dziewczyną?-pyta Robert, jak idziemy gorącymi ulicami miasta. Reszta poszła w drugą stronę ( jak się dowiedziałem, zarezerwować pewną miejscówkę na kawałek wieczoru...ja miałam odwracać uwagę Roberta ).
-Gdzie?-pytam zdezorientowany rozglądając się dookoła po pięknych ciałach turystek.
-Na ślub.
-Człowieku, jest weekend kawalerski,a  Ty o ślubie?
-Nie zmieniaj tematu.-uśmiecha się.
-No będę z nią, a co?
-Bo się zachowujesz jakbyś miał w nią wyjebane...
-Co Ty dajesz?-pytam zdziwiony.
-Oglądasz się za każdą, ale to każdą dupą w okolicy.
-Robson, weź wyluzuj.-zatrzymuję się.-Oglądam się, bo jestem kurwa na kawalerskim i naprawdę mogę to robić. Ola to akceptuje i jesteśmy w raczej...dość otwartym związku.
-Otwartym? To chyba nie bierzesz jej na serio...
-Oczywiście, że na serio...ale jak się bawić to bawić.-wzruszam ramionami i idę dalej.
-Tylko nie zjeb tego, co?
-Postaram się.-uśmiecham się.
Do wieczora szlajamy się po mieście,bez większego sensu jednak w najlepszych humorach jakich tylko się da. Jedyne co zrobiliśmy to zameldowanie w hotelu, który znajduje się ulicę dalej od klubu, w którym będziemy się bawić. To był ten dzień, kiedy nie przebiegła mi żadna myśl o Oli... aż do wieczora, w sumie, rana.
Pierwszy klub jaki odwiedziliśmy, był dla typowych facetów, tam mieliśmy salę tylko dla siebie, wyglądało to jak typowa męska impreza. Potem, koło północy wyszliśmy do zwykłego, ekskluzywnego klubu. Niezbyt trzeźwi, ale jednak jeszcze wszystko kojarzyłem jak trzeba.
Wchodzimy do ogromnego pomieszczenia. Lasery, neony, głośna muzyka, basy uderzające po uszach. Lustra, tuby,podesty, rury, barki, główny bar. VIP room, skórzane kanapy, odgrodzone czerwonymi taśmami, wyglądającymi niczym policyjne, różnicą był napis ' VIP ' zamiast ' Police '.
Tłumy ludzi, pijane dziewczyny i nawaleni faceci. Piękne, wszystkie kobiece ciała w tym miejscu są piękne.
Rozglądając się, zaczyna mnie boleć szyja, kilka dziewczyn zalotnie się przysuwa, ociera i uśmiecha, kiedy idziemy w stronę strefy VIP. Pokazujemy VIP passy i wchodzimy. Bawi się tam dużo osób, piękne, idealne dziewczyny wyginają swoje ciała
-Za ostatnią wolną noc!-wznosimy toast i lecą kolejne kieliszki tego wieczora.
Potem wybijamy na parkiet, każdy z butelką w ręku, w pewnym momencie, kiedy tańczyłem z jakąś brunetką z Hiszpanii, podbiła do mnie naprawdę ładna blondynka i zaczyna nawijać po angielsku.
-Staram się zwrócić twoją uwagę od trzech kawałków, ale chyba do tej pory mnie nie zauważyłeś. Stawiam Ci kolejkę, chodź...-ciągnie mnie za rękę do stolika.
Posłusznie idę za nią i dosiadam się do jej stolika, który o dziwo, znajduje się dwa stoliki od naszego.
-Od kiedy to dziewczyna stawia wódkę?-pytam pijąc pierwszy z 10 shotów, które przed nami stoją.
-My Francuzki, mamy klasę.-odpowiada.-Jestem Inez.-uśmiecha się zachęcająco i wypija kieliszek.
Jednak do mnie bardziej przemawia jej głęboki dekolt w czarnej mini.
-Wojtek.-też się uśmiecham.
Miseczka D?
-Co tu robisz? Chyba nie stąd jesteś?
-Z Polski. Weekend kawalerski kolegi.-wskazuję na stolik, gdzie siedzi Sławek z Robertem.
-Och, więc przyjechaliście się zabawić?
-Mniej więcej.-już piąty kieliszek i świat lekko zwalnia, jej nogi się wydłużają i dotykają moich.
To złudzenie, czy właśnie mnie maca po nodze?
-Chcesz się dobrze zabawić?-pyta i kokieteryjnie zaczyna dotykać swoją nogą mojej. W górę i w dół...dobrze...
Co?
-Jasne.-odpowiadam bez namysłu.
-Zaraz przyjdą moje koleżanki...o, idą.
W naszą stronę zmierzają 3 piękne dziewczyny. Wszystkie są wysokie i delikatne,dwie rude i jedna brunetka.
-To zapraszam do nas...-wstaję i pewnym, nie zachwianym krokiem ruszam do naszego stolika.
Francuzki uroczo się wszystkim przedstawiły i gdzieś przy 2 butelce wódki, przy setnym kolorowym shot'cie Inez była na moich kolanach. Nie liczę już, ile wypiliśmy. Na szczęście w każdym shocie jest więcej soku niż wódki, tak to robią w Cannes. Wygląda to mega kolorowo, podano nawet kilka podpalonych, niesamowity efekt. Miały słodki posmak, jak cukierki. Tyle tylko, że się nimi najebać można.
-Lubię Cię, chłopaczku.-szepce mi do ucha i momentalnie czuję jej usta na moim karku.
-Odważna jesteś...-mówię patrząc w jej dekolt.
-Nie zaprzeczam...-bierze ze stolika butelkę szampana i wypija to co zostało. Do dna.
Chwilę potem wchodzi na stolik i zaczyna tańczyć ze swoją przyjaciółką.
Patrzę jak seksownie wyginają ciała i w tym momencie mam ochotę tylko na jedno.
Cały świat coraz bardziej zwalnia, muzyka jest coraz głośniejsza, ich ciała coraz bardziej pociągające.
Jestem już w niebie? Moje myśli pędzą już tylko w jedną stronę. Co się dzieje? Przecież w Polsce czeka na mnie Ola...
Ale to nie jest Polska.
To jest Francja, nie ma  jej tu.
I zapewne o niczym się nie dowie...yolo.
-Chciałabyś się przewietrzyć?-pytam Inez.
-Idziemy...-uśmiechnęła się.
Wypijam resztkę trunku i chwiejnym krokiem ruszam za nią do wyjścia. Ciągnie mnie za rękę i również idzie niezbyt równo. Kiedy wychodzimy, bez wahania przypieram ją do muru klubu i całuję.
-Daleko mieszkasz?-pytam.
-Pod miastem...
-To idziemy do mnie.-łapię ją za rękę i ruszam w stronę ekskluzywnego hotelu, w którym nocujemy.
Obejmuję ją i całuję przez całą drogę, moje dłonie swobodnie wędrują po jej ciele od karku, aż po pośladki.
Idąc rozświetlonymi ulicami całuję się z piękną Francuzką i mam wyjebane w resztę świata, czy to normalne?
Dochodzimy do hotelu, gdzie już w windzie zaczyna się to na co czekałem, chyba od kiedy do mnie zagadała.
Przyciskam ją do ścian windy i mimo tego, że wiruje mi cały świat mocno ją całuję i przytulam. Suwakiem od sukienki zaczynam się bawić już przy drzwiach do pokoju. Przesuwam kartą i wpadamy do pokoju, od razu na podłogę, gdzie Inez zdejmuje moją koszulkę i idziemy w stronę dwuosobowego łóżka. Zdejmuje moje spodnie i popycha na łóżko. Potem zrzuca sukienkę i wchodzi na mnie w samej bieliźnie. Wszystko wciąż się kręci, tylko ona jest wyraźna, przechodzi mnie dreszcz, gdy dłońmi dotyka mojego ciała. Całuje mnie, a ja zsuwam jej ramiączka od stanika i całuję nagie ciało. W pewnym momencie przed oczami mignął mi uśmiech Oli z Sopotu, zupełnie tak, jakby ktoś właśnie pokazał mi screen'a z filmu. Kiedy leżała obok mnie w łóżku i patrzyłem na to, jak nieśmiało zakrywa się kołdrą, rumieni i uśmiecha.
Natychmiast odrywam moje usta od ciała Inez i siadam na łóżku.
-Co jest?-pyta zdziwiona, leżąc w samych stringach i w lekko rozmazanym makijażu.
-Nic, nic...-z powrotem wpijam się jej ciało.
Cicho jęczy i zdejmuje moje bokserki. Gryzie mnie w ucho i pomagam jej pozbyć się majtek.
Uprawialiśmy naprawdę dziki seks, było mi wszystko jedno gdzie i z kim jestem. Momentami chyba traciłem kontakt z rzeczywistością, tak jak ona. Czułem ból głowy, po wszystkim od razu zasnąłem.
_________________________________________________________________________________
Budzę się rano z okropnym bólem głowy, budzi mnie uderzanie w drzwi od pokoju.
-...otwórz, kurwa za godzinę mamy samolot!-słyszę głos Sławka.
-Idę...-chciałem powiedzieć głośno, ale wyszedł z tego cichy bełkot.
Próbuję zejść z łóżka, ale od razu upadam na ziemię, bo zakręciło mi się w głowie. Najszybciej jak się da wkładam bokserki, które nie wiedzieć czemu, leżą na podłodze. Otwieram drzwi na balkon i czuję świeże powietrze. Powoli idę do drzwi i otwieram je.
-Co Ty nienormalny jesteś? Też mamy kaca, ale mógłbyś ruszyć dupsko i wstać na samolot.-do pokoju wchodzi Robert, Sławek, Marcin i reszta chłopaków. Każdy ma swoją butelkę wody.
-Co tu się stało?-pyta Robert rozglądając się po pokoju.
Też dopiero teraz się rozglądam. Sławek zamyka drzwi.
Na komodzie nie ma nic, wszystkie ozdoby leżą na podłodze, obok nich leży czarny stanik, a kawałek dalej ... zużyta prezerwatywa.
Dopiero teraz słyszę szum wody spod prysznica.
Powoli otwieram drzwi od łazienki.
Pod prysznicem leje się woda, ale nikogo tam nie ma. Na lustrze znajduje się napis ' Dzień Dobry, piękny! '.
-Cholera...-klnę i wychodzę z łazienki.
-Jest tam?-pyta Robert.
-Nie...-podnoszę z podłogi mój telefon  i portfel. Wszystko w nim jest.-Dobra idę się ubrać i ... i możemy iść, jakoś to po drodze poskładam.-kręcę głową.
Mój mózg chyba jeszcze nie pracuje jak trzeba, po 15 minutach opuszczamy hotel i taksówkami udajemy się na lotnisko, wracamy normalnym samolotem.
-Już ogarnąłeś wszystko?-pyta Robert kiedy ruszamy spod hotelu.
Włączam telefon, od razu wyświetla się SMS. Z dzisiaj, godz. 9:50.
Ola:
' Wracaj szybko, już się stęskniłam, kochanie. xo '
Pokazuję wiadomość Robertowi.
-Zdradziłem ją...-patrzę w okno.-Kurwa, co teraz?
-Nie możesz jej powiedzieć.
-Tyle to ja wiem. Miała na imię Inez i...-przeglądam zdjęcia w telefonie.-Była blondynką.
Usuwam wszystkie zdjęcia, na których ją widać, tak, że został sam klub i wódka.
-Cholera, jak to się stało...-zastanawiam się i powoli składam całą noc.-Znowu wszystko zjebałem.
Wysiadamy z taksówki i po 30 minutach znajdujemy się na pokładzie samolotu. My lecimy do Warszawy, chłopaki innym samolotem do Poznania  i Gdańska, do rodzin. Pożegnaliśmy się na lotnisku i ustaliliśmy, że kiedyś złożymy cały weekend do kupy.
Teraz siedzę z Robertem w business class i pijemy wodę.Przed wylotem napisałem Oli SMS, żeby odebrała mnie za półtorej godziny na Okęciu. Jeszcze nie wiem jak będzie wyglądało to spotkanie, w oczy jej nie spojrzę.Przypomniałem sobie dokładnie całe wydarzenie, pamiętam prawie wszystko, kilka fragmentów byłem nieobecny, ale wiem jak to się stało. Mogłem temu zapobiec, miałem chwilową schizę z Olą, mogłem wywalić Inez z mojego pokoju. Ale nie, musiałem dokończyć.
-Stary, nic jej nie mów, dasz radę.-mówi Robert.-To nie jest dość lojalne, ale bezpieczne. Kochasz ją, to z nią bądź i nic nie mów. A jak Ci nie zależy to to skończ.
-Kocham ją...-mówię.
-To nic nie mów, raczej nic nie powinno się wydać.-radzi.-Będziemy Cię kryć.
-Byliście tak samo najebani...ech....jakoś to będzie, muszę dać radę. Ale jak następnym razem Ci powiem, że yolo to mi przypierdol.-zamawiam kolejną wodę i szykuję się na trudne spotkanie.
_________________________________________________________________________________

Czekam na hali przylotów z tabliczką, na której napisałam 'Wojciech Szczęsny ♥ ' i delikatnie krępują mnie uśmiechnięte spojrzenia innych ludzi, jest ich naprawdę wielu. W końcu widzę wysokiego bruneta w białej koszulce, czarnych szortach, siwych Jordanach z awiatorami na oczach i wyżej unoszę moją kartkę. Ciągnie za sobą walizkę, a kiedy mnie zauważa uśmiecha się i przyspiesza kroku.
-Dzień dobry panu.-uśmiecham się.
-Dzień dobry pięknej pani.-również się uśmiecha. Ma lekko zachrypnięty głos i anielsko się uśmiecha.
-Tęskniłam.-podchodzę bliżej i daję mu buziaka, stając na palcach. Obejmuje mnie w pasie i mocno wpija się w moje usta.
-Ja też.-całuje mnie w kark.
W tym momencie coś obok nas mocno rozbłysnęło. Wojtek mnie puścił i spojrzał na niskiego typka z wielkim aparatem, który momentalnie wmieszał się w tłum i uciekł.
-Chodź, może już pójdziemy?-widzę niezadowolenie na jego twarzy.
-Tak, chodź.
-Nawet Ci auta nie porysowałam.-łapię go za rękę.
-Cieszę się.-uśmiecha się.
Jest dziwnie blady, mimo tego że opalony, i lekko zamulony, a uśmiech dość szybko znika z jego twarzy.
-Dobrze się czujesz?-pytam kiedy podchodzimy do samochodu.
-Tak, trochę kac...trochę ogromny.-uśmiecha się.-Dawaj kluczyki, tęskniłem za nim.
-Na kacu? Nie ma mowy, wsiadaj.-idę na siedzenie kierowcy,a Wojtek z rezygnacją i wzdychnięciem siada na miejscu pasażera.
-Jestem tak wykończony, że nawet nie mam sił się wykłócać, że jestem w stanie prowadzić.
-To zapraszam Cię na kawę.-puszczam oczko i odpalam silnik.
-Ok, chętnie.-pochyla się i całuje mnie w policzek.
Całą drogę patrzy w okno.
-Jak było?-pytam, gdy stoimy w korku niedaleko naszej ulubionej kawiarni.
-Nie wiem, nie pamiętam.-śmieje się. -A tak serio to zajebiście, typowo męski weekend.
-No ja mam nadzieję, że byłeś grzeczny i nie masz nic na sumieniu.-śmieję się.
-Oczywiście, że nie mam.-uśmiecha się.
Tym razem jego uśmiech jest wyjątkowo szeroki i szczery.
________________________________________________________________________________


Co on do cholery nawywijał?
Jak myślicie, co dalej?
;)

przepraszam, że tak długo ale mam małe problemy z bloggerem.
ten rozdział pisało mi się ciężko, ciągle były jakieś poprawki. 
Mam nadzieję, że Wam się podoba i jesteście choć trochę ciekawe co dalej i czy ten cały Wojtek posiada sumienie :D
Łapcie fotki z Lazurowego Wybrzeża! I jego nocnej strony ;)






















środa, 22 stycznia 2014

rozdział 18 - "Wygrać z własnymi słabościami"

Rano budzi mnie odgłos ekspresu do kawy i dźwięków Warszawskich ulic. Głowa niemiłosiernie boli i pulsuje.
-Ola?-wychodzę z sypialni przytrzymując się framugi drzwi.
-O, kto wstał w końcu?-Ola uśmiecha się do mnie z kuchni, gdzie właśnie pije kawę, czytając gazetę.
-Zrobisz mi pyszne śniadanie? Jestem głodny i boli mnie głowa.-staję za nią i przytulam się.
-Dobrze Ci tak, ile można pić?-mówi uśmiechając się.
-Więcej niż wczoraj na pewno.-całuję ją w obojczyk.
-Umyj się i ubierz, co?-delikatnie mnie odpycha.
-Ach, a możesz mi śniadanko zrobić?
-Mogę.-przewraca oczami.
Po 10 minutach opuszczam łazienkę ubrany w krótkie spodenki i bez koszulki.
-Musimy pogadać.-informuję, kiedy dostaję talerz z tostami.
-O czym?-Ola siada po drugiej stronie barku i dalej pije kawę.
-Dlaczego nic mi nie mówiłaś o kolejnych studiach? To chyba ważne i powinniśmy pogadać...
-Nie zdecydowałam jeszcze...-zamyka gazetę.
-Czemu mi wcześniej nie powiedziałaś?
-Jakoś nie było okazji...poza tym to dużo bardziej skomplikowane.
-To znaczy?
-Bo nie będę studiować w na Uniwersytecie Warszawskim.-nerwowo uderza palcami w kubek.
-A gdzie...?-pytam podejrzanie.
-Dostałam stypendium i zaproszenie na uczelnię w ... Nowym Jorku.-kiedy to mówi patrzy w ziemię.
-W...Nowym Jorku?-powtarzam za nią.
-Tak.-bierze łyka kawy.
-Uhm...przyjmiesz je?
-To szkoła artystyczna, na kierunku projektanta...
-Tak nagle po prostu Cię zaprosili? Przecież studiowałaś psychologię...
-Kiedyś brałam udział w konkursie...projektowanie, wykonanie i pokaz kilku stylizacji. Zajęłam 2 miejsce. Konkurs był międzynarodowy. 3 pierwsze miejsca dostawały roczne stypendium w Nowym Jorku po ukończeniu swojego aktualnego kierunku. Wyniki ogłosili 2 tygodnie temu..nie wiedziałam tego długo. Do tej pory jestem w szoku..
-Pojedziesz?-pytam zagryzając usta.
-Nie wiem...taka szansa nie zdarza się codziennie.
-Cholera, a nie uważasz, że powinnaś mi o tym wcześniej powiedzieć? Czy może dopiero wtedy jak już będziesz w samolocie?
-Przestań, myślisz, że łatwo było mi się zebrać, żeby Ci to powiedzieć?
-Nie wiem, ale chyba powinnaś mi kurwa o takich rzeczach wspomnieć!
-Jeszcze nie podjęłam decyzji, mam czas do 30 sierpnia.
Kręcę głową.
-A co z nami? Ze mną i Tobą? Co będzie dalej?
-Nie wiem, skąd mam wiedzieć..
-Nie wiem, powinnaś mi to powiedzieć od razu, do cholery!
-Ty, 5 lat temu też powinieneś mi to powiedzieć od razu,a  nie dzień przed wyjazdem!-krzyczy ze łzami w oczach.
Zabolało. Poczułem się tak jakby właśnie mnie spoliczkowała.
-Masz rację, ale to był pieprzony błąd z mojej strony. Nie powtarzaj go.-mówię spokojnie.
-Mówię Ci teraz, na początku lipca. 2 miesiące przed potwierdzeniem i 2 tygodnie po otrzymaniu wyników. Więc to jednak ja tu wyszłam bardziej fair.-zabiera kawę i siada na kanapę ciężko wzdychając.
-Co na to Twoja mama?-pytam siedząc tyłem do niej.
-Twierdzi, że to jedyna taka szansa i powinnam skorzystać, bo inne mogą się nie zdarzyć.
-Nie prawda...
-Jak nie? Co Ty myślisz, że stypendia w Nowym Jorku chodzą ulicą?-zanosi kubek do zlewu.
-Nie, ale przecież mogą się zdarzyć inne, lepsze.
-Słuchaj.-odwraca się.-Kiedy Tobie nadarzyła się szansa w Legii, nie wahałeś się. Kiedy starał się o Ciebie Arsenal, to też długo się nie zastanawiałeś. Teraz jesteś na szczycie, masz wszystko, możesz przebierać w ofertach jak w rękawiczkach.Ale, ups, uwaga! Nie każdy ma takie życie. Mnie nie stać na to, żebym sobie przebierała w uczelniach. Nowy Jork, Los Angeles, Miami, Paryż, Londyn, Moskwa? Nie. Dostałam jedyną taką szansę i wydaje mi się, że powinnam ją wykorzystać. Jeśli jesteś innego zdania, to chyba tylko z czystego egoizmu.-W mgnieniu oka zakłada szpilki i wychodzi bez słowa.
Co tu się właściwie stało?
Ola chyba ma sporo racji, ja złapałem szanse, które rzucał los, dlaczego ona nie może?
Wzdycham i zaczynam myśleć jak ją przeprosić.
To raczej nie będzie proste.
___________________________________
Jest już po 21 kiedy zmęczona wypadem na basen i spacerem z Elizą padam na kanapę. Mama zostawiła kartkę, że z Lilką są u pana prawnika na kolacji i może na noc zostaną u niego.
Więc dzisiejszy wieczór spędzę samotnie, bo Eliza poszła na randkę. W sumie to dobry pomysł, bo mogę poświęcić trochę czasu samej sobie. Długa kąpiel, kieliszek wina i mała pizza, czemu nie? Po dzisiejszej kłótni z Wojtkiem potrzebuję odrobiny relaksu.
Czemu nie pozwala mi na ten wyjazd, który może być spełnieniem marzeń i ogromną szansą dla mnie?
On się nie wahał 5 lat temu...
Jeśli naprawdę mnie teraz kocha to pozwoli mi wyjechać i będzie dbał o to, żeby nasz związek się nie rozpadł. Ja też będę się starać i myślę, że uda nam się przetrwać ten rok.
Wojtek nie odezwał się cały dzień, ale widziałam jego samochód pod domem rodziców.
Wzdycham i dzwonię po pizzę, zamawiam średnią stranierę na grubym cieście i z podwójnym serem, idealna na samotny wieczór.
Kiedy tylko nalałam sobie kieliszek wina, ktoś zadzwonił do drzwi.
O tej porze, serio? Kto to może być?
Idę do drzwi i powoli je otwieram, widzę... duży bukiet róż.
-Co chcesz?-pytam opierając się o drzwi.
Kwiaty zostają opuszczone niżej i wyłania się zza nich zakłopotana twarz Wojtka.
-Przepraszam.-uśmiecha się delikatnie.
-I myślisz,że to wystarczy?
-Nie, ale ...ech..ja wiem co powiedziałem i nie powinienem, ale kurczę...boję się, że nasz związek się skończy jak opuścisz Polskę. Nie chcę Cię znowu stracić i zrozumiałem, że nie mogę do tego dopuścić. Jeśli wyjedziesz to obiecuję Ci, że będę Cię wspierał, że będę odwiedzał i nie pozwolę Ci odejść, ok? Mam coś co...mam nadzieję, że Ci pomoże, przyniesie szczęście.Trzymaj.-wyciąga drugą rękę z opakowanym pudełkiem.
-Co to?
-Otwórz i zobacz.
Delikatnie zdejmuję wstążkę i unoszę wieczko pudełka. W środku widzę turkusowy materiał i numer 53. Wyciągam go z pudełka, które odstawiam na bok.
-Zagrałem w niej pierwszy mecz w Premier League. Wygraliśmy...3:0. Chcę, żebyś ją miała, bo jest dla mnie cholernie ważna, tak jak Ty. Mam nadzieję, że przyniesie Ci szczęście w Nowym Jorku.-uśmiecha się delikatnie.
-Ja...emm.. nie wiem co powiedzieć.-naprawdę się wzruszyłam.-Wejdziesz?
-Chętnie.A to też dla Ciebie.-daje mi ogromny bukiet.-Wybaczasz mi?
-Tak, głuptasie.-idę do kuchni i wstawiam kwiaty do wazonu.-są takie śliczne.
-Fajnie, że Ci się podobają. Gdzie wszyscy?-pyta Wojtek rozglądając się dookoła.
-U chłopaka mamy.-uśmiecham się.-Napijesz się czegoś?-wskazuję na butelkę wina.
-Jestem samochodem.
-Myślałam, że zostaniesz...jak już jesteś.-puszczam oczko.
-Jeśli chcesz.-uśmiecha się i widzę,że sam miał na to ochotę.
-Zamówiłam pizzę, niedługo będzie.
-Wiedziałaś, że przyjdę?
-Nie. Zjadłabym całą sama, ale że już jesteś...-pokazuję mu język i siadam obok niego.
-Podła...-pochyla się i czule mnie całuje.
Obejmuję go za szyję i przyciągam do siebie.
-Co Ty dziś taka namiętna?-pyta całując mnie w szyję.
-A czemu Ty nie?-gryzę delikatnie jego ucho.
-Mogę być, jeśli chcesz...może pójdziemy do twojego pokoju?
-A może jak odbiorę pizzę?-wstaję z kanapy słysząc dzwonek.
-To czekam u Ciebie.-Wojtek zabiera wino i kieliszki i idzie na górę.
Płacę za pizzę i idę do swojego pokoju, gdzie czeka już Wojtek.
-Niestety średnia tylko.-uśmiecham się, a kiedy tylko odłożyłam karton na szafkę, Wojtek pociągnął mnie na łóżko.
-Mmm...mam jakieś szanse Ci odmówić?-pytam kiedy Wojtek zmysłowo całuje moje obojczyki, ręką ściągając moja koszulkę.
-Obawiam się, że żadnych.-rzuca moją koszulkę na podłogę.
-Chyba jakoś to przeżyję.-robię dużą malinkę na jego karku.
-Będziesz musiała.-uśmiecha się kiedy moje ręce wędrują pod jego koszulkę.
Kiedy byliśmy już w samej bieliźnie zadzwonił mój telefon, przerywając namiętnie pocałunki.
-Zostaw, daj spokój...-Wojtek z powrotem kładzie mnie na łóżku i całuje.
Telefon dzwoni jeszcze 2 razy po czym cichnie, a my jesteśmy już całkiem zajęci sobą.
Kochaliśmy się dłużej i bardziej namiętnie niż ostatnio. Nie sądziłam, że kiedyś będę robiła takie rzeczy z Wojtkiem ...
Teraz leżę ubrana w koszulkę, która od niego dostałam, a on nago pod kołdrą i obżeramy się pizzą o 23.
-Zobacz, co niedawno znalazłam.-schylam się pod łóżko i wyciągam metalowe pudełko po czekoladkach.
-Co to?-pyta Wojtek powoli wsuwając mi dłonie pod koszulkę i podnosząc ją do góry. Potem delikatnie całuje mnie w usta i...
-OLA! Dzwoniłam do Ciebie, co Ty robisz, że...-do pokoju nagle wpada mama i w połowie zdania urywa, kiedy widzi półnagą mnie i Wojtka na łóżku. Jesteśmy równie zaskoczeni jak ona, ale Wojtek z prędkością światła zabiera swoje ręce ze mnie.
-Dobry wieczór...-zaczyna zakłopotany zaciągając kołdrę.
-Ee...a nie miałyście zostać na noc u ...
-Lilka się źle czuła, musiałyśmy wrócić...-mama rozgląda się po pokoju, gdzie leżą rozrzucone ubrania, pudełko po pizzy i wino na nocnej szafce. Kiedy zauważa mój stanik i bokserki Wojtka na podłodze unosi wysoko brwi i patrzy na mnie dziwnym wzrokiem.-Może później Ci opowiem...nie będę przeszkadzać.
-Eh, zaraz do Ciebie przyjdę, ok?-rozglądam się po pokoju w poszukiwaniu majtek.
-Dobrze, ale nie musisz, nie przeszkadzajcie sobie.-uśmiecha się delikatnie i wychodzi.
-Pójdę do niej i pogadam chwilę,ok?-uśmiecham się do niego i odkładam pudełko.-Zaraz Ci pokażę...
Szybko zakładam majtki i poprawiam koszulkę. Jest trochę za duża, sięga mi kawałek za pośladki.
-Jesteś mega seksowna...-uśmiecha się Wojtek z łóżka.
Posyłam mu buziaka i wychodzę z pokoju.
Mama siedzi na dole w kuchni i robi sobie herbatę.
-Lilka u siebie?-pytam stając przy blacie.
-Tak, ma gorączkę. Myślę, że do rana jej przejdzie.-odpowiada mama.
-A...a jak randka?-pytam.
-Dobrze, ale chyba nie tak dobrze jak Twoja.
-Tak, Wojtek wpadł...em...pogadać.
-Ach, więc tak to się teraz nazywa.-uśmiecha się do siebie.-Co to...och.
-Co?-patrzę na moje udo, na które przed chwilą zerknęła mama.
Widać na nim dość wyraźnie zarysowaną dużą dłoń Wojtka...jak już mówiłam dziś było dużo bardziej...namiętnie. Szybko obciągam koszulkę w dół.
-To ja może już wrócę do Wojtka...na górę.
-Jesteś z nim szczęśliwa?-pyta nagle mama.
-Tak mi się wydaje...jestem.-uśmiecham się.
-Tylko bądź ostrożna, ludzie nie zawsze się zmieniają.
-Przecież chciałaś, żebym z nim odnowiła kontakt.-nie rozumiem o co jej chodzi.
-Ale nie sądziłam, że z nim będziesz i będziecie uprawiać dziki seks w Twoim pokoju.
-Ja też nie sądziłam, że z  nim będę, ale go kocham i jesteśmy dorośli, mamy do tego pełne prawo.-obracam się i wchodzę na górę, do siebie.
-Co mówiła?-pyta Wojtek leżąc, już w bokserkach na łóżku.
-Nic takiego...-siadam na jego brzuchu i całuję go w policzek.
-Na pewno?
-Tak.-moje usta wędrują po jego brodzie i policzku.
-Więc pokaż co jest w skrzyneczce.-uśmiecha się i przeczesuje mi włosy.
-Ok. Robiłam porządki i znalazłam kilka fotek, Twoich, jeszcze z legii.
-Co ty? Pokaż.-podaję mu kilka fotografii, na których jest on i na jednej jeszcze jego tata.
-To jest moje ulubione...to tez mi się podoba.-podaję mu jedno, na którym jest w bramce w bluzie i z piłką w rękach, drugie jak rozmawia przez telefon w oknie hotelu i pokazuje znak Legii.
-Kurczę, nawet ja ich już nie mam. Zawsze robiłaś dużo zdjęć...a co to?-szybkim gestem wyciąga z pudełka kolejne zdjęcie.
-Emm...my.-uśmiecham się.
Na jego twarzy też pojawia się delikatny uśmiech, kiedy widzi 6-letniego siebie i 5-letnią mnie jak leżymy na trawie.
-Masz dużo takich?-pyta patrząc na mnie.
-Tam wiszą, z innymi.-pokazuję na korkową tablicę.- I re...-podaje mu 2 kolejne zdjęcia.
Na jednym jest mały Wojtek, a na drugim ja w dwóch kiteczkach.
-Mogę sobie wziąć?-pokazuje na moje zdjęcie.
-Ehm... tak. Jak chcesz...-uśmiecham się.
-Dzięki.To ty?-wyciąga kolejne zdjęcia. Tym razem z moich sesji, jak miałam 18-20 lat i bawiłam się w bycie dzieckiem rocka, ale i seksowną kobietą.
-Tak.
-mega seksowne...-pokazuje jedno, na którym przeglądam się w lustrze w sukience i z czerwonymi ustami.-a na tym...nie wyglądasz jak Ty.-podaje mi zdjęcie, gdzie siedzę na stadionie i pokazuję znaczek Legii.
-To było po psychiatrze i odwyku...miałam długie włosy i wychudzoną, bladą twarz...włosy ścięłam na krótsze i em..przytyłam trochę.-uśmiecham się zakłopotana.
-Tutaj wyglądasz pięknie...-wskazuje na mnie ubraną w koszulkę z Nirvaną i kolejne na dachu budynku.-Powinnaś być modelką.
-Modelką? Jestem za gruba.
-Chyba nienormalna...-przegląda kolejne zdjęcia.
Z gór, z ulicznych sesji, z nad brzegu Wisły i z imprez u znajomych.
-A to co?-ogląda zdjęcie, na  którym mam zakrytą twarz i burzę loków.-Sama robiłaś?
-Nie, robił je Norbert... ja tego nie pamiętam prawdopodobnie byłam wtedy w środku załamania...zrobił je bo to niby artystyczne, ale jednak wiem, że dla mnie. Żebym wiedziała do jakiego stanu się już nie doprowadzać. Nie jest najlepsze, ale dla mnie ma znaczenie...-obracam je w moich dłoniach.
-Jak patrzę ile przeszłaś i jak udało Ci się z tego wyjść, to czuję, że nie osiągnąłem w życiu nic. Może z Tobą  uda mi się osiągnąć wewnętrzny sukces,co? Wygrać z własnymi słabościami... czy strachem albo czymkolwiek innym.
-Masz słabości?-uśmiecham się patrząc w jego oczy.
-Największa z nich właśnie na mnie patrzy.-pochyla się i mnie całuje.
-Wzruszyłeś mnie, już drugi raz dziś.-ponownie siadam na jego brzuchu.
-Może już na dziś starczy, co? Jakiś zmęczony jestem, kac mnie jeszcze chyba trzyma...-przeciera twarz.
-A może jeszcze chwilka?-uśmiecham się i bawię jego włosami.
-A co chcesz robić?
-W sumie nie wiem, możemy iść spać...słuchaj...co Ty na to, żebym miała tatuaż?-pytam go.
-Serio?
-No.
-Jestem za, a jaki?
-Nie wiem, myślałam, że pomożesz mi coś wybrać.
-To może jutro coś zobaczymy?
-Ok. Chodźmy spać, bo widzę, że już padasz...-dotykam jego ciepłego policzka.
Odkładam skrzynkę, gaszę światło i szczęśliwa zasypiam w ramionach Wojtka.

________________________________________________________________________________


Co Wy na to? :3
Myślicie, że wyleci do NY?
 A jeśli tak to czy związek przetrwa?

Kocham i czekam na kom :*

#chillout
a oto zdjęcia, które Ola pokazywała Wojtkowi :















poniedziałek, 30 grudnia 2013

rozdział 17. - " nie umiem się odnaleźć "

-Gotowa?-Ola otwiera mi drzwi.
-Już prawie, tylko buty znajdę, ok? Wejdź.-zaprasza mnie gestem do środka.
Ma na sobie czarne rurki, białą obcisłą koszulkę na ramiączkach i turkusową marynarkę ze złotymi guzikami. Włosy uczesała w wysoką kitkę, miała mocno czarny makijaż oczu i usta pociągnięte błyszczykiem.
-Waniliowy...-pochylam się  i delikatnie ją całuję.
Obejmuje mnie w pasie i chwilę się całujemy, jednak kiedy do pokoju wchodzi jej mama, Ola jakby się speszyła i odsunęła ode mnie.
-Dobry wieczór.-uśmiecham się do mamy Oli.
-Dobry wieczór, widzę, że od wyjazdu jeszcze bardziej się kochacie.-uśmiecha się pani Krysia.
-Z każdym dniem.-uśmiecham się, a Ola rumieni się i wychodzi w poszukiwaniu butów.
-Wojtek!-po schodach biegnie Lilka i rzuca mi się na szyję.
-Cześć mała!-podnoszę ją.
-Lilka, co Ty, nie męcz go...za ciężka już jesteś.-mówi mama Oli karcąco.
-Jest w porządku, leciutka jak piórko...zresztą jak jej siostra.-uśmiecham się do Lilki, która się do mnie przytula.
-Jak było na wakacjach?-pyta radośnie.-Bo ona nie zdążyła. Wstała o 12, od razu szukała ubrań i jeszcze na zakupach była... a jak już miała chwilę to siedziała z Lilką.
-Wspaniale, Sopot to naprawdę piękne miasto. Gdynia i Gdańsk zresztą też. A w jej towarzystwie nie da się nudzić.
-A podobno mi coś przywieźliście tylko jest u Ciebie w torbie!-mówi Lilka.
-Tak, ale zapomniałem zabrać. Jak wrócimy z kolacji to Ci przyniesiemy.
-Zaraz będę, chyba wiem, gdzie są!-Ola krzyczy ze schodów.
-Może usiądziesz? Chwilę to zajmie. Opowiesz jak tam bycie starszym bratem.-mówi jej mama.
-Nie, dziękuję, bo my naprawdę musimy zaraz wychodzić, jak nie wróci to po nią pójdę. -uśmiecham się.-Bycie starszym bratem jest ok. Najgorsze jest to, że pewnie niedługo znów będę starszym bratem...
-Mama znów w ciąży?-pyta zdziwiona pani Krysia.-Lilka no daj już spokój Wojtkowi!
- Nie, nie ...skądże, jeszcze nie.-śmieję się i stawiam Lilkę na ziemi.-Po prostu tata ma narzeczoną no i wie pani...
-No tak. Przyszywane rodzeństwo, co?
-Tak... -uciekam wzrokiem.-Ważne, żeby oboje byli szczęśliwi.
-Mądry z Ciebie chłopak.-puszcza mi oczko.
-Jestem, mam.-do przedpokoju wpada Ola z pikowaną torebką na łańcuszku, kopią kultowej Chanel i w turkusowych butach na cienkiej szpilce.-Może być?
-Tak, kochanie, wyglądasz ślicznie.-łapię ją za rękę.-Oddam ją późno.-zwracam się do pani Krysi.
-A będziesz dziś u nas nocował?-pyta Lilka.
-To zależy już od Twojej siostry i mamy.-puszczam jej oczko.-do widzenia.
-Pa mamuś.-żegna się Ola i wychodzimy.
-Jak Ci się spało beze mnie?-pytam kiedy wsiadamy do auta.
-Nikt nie chrapał.-uśmiecha się.-Denerwuję się troszeczkę.
-Ja też.-poważnieję.-Nie mam ochoty znów poznawać nowej rodziny...
-Wiem, że to nie przyjemne, ale ...
-Ale on jest szczęśliwy, wiem.-kończę.
Zapada głucha cisza.
-Brakowało mi Ciebie wieczorem...-dotyka mojej ręki.-Zostaniesz dziś u mnie?
-A chcesz mnie?
-A czy to był podtekst?-śmieje się.
-Może...-puszczam oczko.
-To zostajesz?
-Chętnie.-uśmiecham się.-Twoja mama nie będzie miała nic przeciwko?
-Nie, za to Lilka się ucieszy.-daje mi buziaka w policzek.
-To zostanę, bardzo chętnie.
-Fajnie.
Docieramy pod apartamentowiec taty i wchodzimy do lobby, od razu kierując się do windy z prezentem " do nowego mieszkania " w ręku.
-Które to było piętro?-pytam Olę.
-Trzecie.
-Ok.-opieram się o ścianę windy.-Zawsze miałem fantazje o windach...-rzucam jednoznaczne spojrzenie.
-O Boże...-śmieje się Ola.-Czemu mnie o tym informujesz?
-Miałem nadzieję, że je spełnisz.-wskazałem na przycisk stop.
-Niestety, nie.-uśmiecha się i wychodzimy.- To było chyba 18...nie?
Podchodzimy do drzwi i dzwonię. Otwiera nam tata:
-Cześć, zapraszamy...-gestem zaprasza nas do środka.
Wchodzimy do nowoczesnego apartamentu o czarno białym wystroju. Jest przerażająco monotonny. Wszystko, każdy mebel ustawiony równo, szafki kuchenne w połysku. Białe ściany i ciemne zasłony. Białe meble w salonie i czarne dekoracje.
Zanim zdążymy obejrzeć całe mieszkanie podchodzi do nas niezbyt wysoka, szczupła kobieta. Ma na sobie czerwoną sukienkę do kolan i czarne szpilki. Blond włosy sięgają jej do ramion, są pokręcone i cieniowane kilkoma brązowymi pasemkami. Kobieta ma może, max, ze 30 lat, zielone oczy i, chyba nie do końca naturalne, pełne usta.
-To jest Renata, moja narzeczona. A to Wojtek, mój młodszy syn i jego dziewczyna-Ola.
-Bardzo miło poznać.-uśmiecham się i rozlega się dzwonek do drzwi.
-To pewnie Janek z Mileną, otworzę.
-Może coś pani pomóc?-pyta Renatę Ola.
-Mów mi po prostu Renata.-uśmiecha się kobieta.-Możesz zanieść sałatki, a ja wezmę karkówkę..
-Dobrze.-mówi Ola i idą razem do kuchni.
Do salonu wszedł tata z Mileną i Jankiem.
-Cześć!-Milena całuje mnie w policzek.
-Cześć, cześć.-uśmiecham się.
Potem tata przedstawia Renatę i wszyscy siadamy do stołu przy balkonie. I następuje krępująca cisza, nikt nie wie jak zacząć rozmowę. Postanawiam ratować sytuację...
-Właściwie dlaczego chciałe...chcieliście się tu wprowadzić? Tylko przez Legię? Mówiłeś, że w Zabrzu dużo lepiej niż tu.
-Wiesz, właściwie okazało się, że tam jest identycznie jak tutaj. A ja zacząłem negocjować z Legią, w tym samym czasie Renata dostała pracę na Uniwersytecie i tak wyszło. Jestem tu jednak bliżej Was... i możemy się częściej widywać.
-Właściwie to ja mieszkam w Londynie, więc masz tu tylko Janka.
-Ale jest tu Ola i pewnie będziesz ją częściej odwiedzał.
-No niby tak...
-A pani będzie wykładać na uniwersytecie?-Ola pyta Renatę nakładając sobie sałatki greckiej.
-Renata.-uśmiecha się.-Tak, historię sztuki.
-Naprawdę?
-Tak, skończyłam studia na tym kierunku, chociaż osobiście fascynuje mnie projektowanie ubrań.
-Też uwielbiam projektować.-uśmiecha się Ola i razem z Renatą kontynuują rozmowę.
-Masz szkocką?-pytam ojca rzeczowo, bo widzę, że na trzeźwo się nie rozkręcę.
-A Ty nie jesteś samochodem?
-No jestem...kurwa.-nalewam sobie Sprite'a.
-My przyjechaliśmy taksówką, Milena może nas odwieść twoim autem.-mówi Janek.-Też się chętnie napiję.
-No niech będzie.-mówi ojciec i idzie do kuchni, wracając z Ballantines'em i trzema szklankami.
-Od razu lepiej...-biorę łyka.
-Tak w ogóle to... zaręczyliśmy się!-oznajmia Janek łapiąc Milenę za rękę.
-Naprawdę?-pyta ojciec.-To wspaniale, gratulujemy!
Potem każdy im gratulował, a Ola zaczęła rozmawiać z Mileną o pierścionkach i o ślubach.
Czyżby jej też się marzyło wspaniałe, ogromne wesele na 500 osób? Suknie, garnitury, długie przygotowania: wypisywanie zaproszeń, zamawianie sal, rozpisywanie menu, poszukiwania zespołu, sukni...zapewne jakieś lekcje tańca...potem stres przed samą uroczystością, setki ludzi, długa ceremonia, wzruszenia, gratulacje, prezenty, pierwszy taniec...może to nie takie złe?
-Wojtek? Słuchasz w ogóle?-Ola mnie szturcha.
-Przepraszam, zamyśliłem się... co się stało?
-Nic, ale siedzisz i uśmiechasz się do siebie, z nikim nie gadasz...
-Zamyślony jestem dziś, przepraszam.-uśmiecham się.-A wy coś planujecie razem?-pytam tatę.
-Co masz na myśli?-pyta Renata.
-No jakiś ślub czy coś...?
-Coś czyli dziecko?
-Ja tego nie powiedziałem.
-Planujemy ślub, ale dzieci jeszcze nie.-mówi Renata.-Może jak skończę 30 to wtedy coś pomyślimy...
-A...nie no okej. A ślub kiedy?
-Wiosną przyszłego roku.-uśmiecha się tata.-A jaki jest Wasz plan?
Krztuszę się whiskey.
-My w zasadzie...nie mamy planu.-zaczyna Ola.
-Dokładnie.
-A co jak wylecisz do Londynu? Lecisz z nim?-teraz pytania taty stały się dość niewygodne...
-Raczej jeszcze z nim nie lecę...-uśmiecha się Ola.
-Dlaczego? To dla Was idealny czas na założenie rodziny...
-Nie jestem co do tego pewna. Poza tym może pójdę na kolejne studia...
Co? Jakie studia?
-O czym Ty mówisz?-pytam ją zdziwiony.
-Miałam Ci powiedzieć, ale nie chciałam w trakcie wakacji... zaproponowali mi stypendium na kolejny kierunek za doskonałe zdanie pierwszego.-tłumaczy się i bierze łyka sprite'a.
-Uhm...masz zamiar się zgodzić?-pytam rzeczowo, czując na sobie spojrzenia reszty.
-Nie wiem, muszę o tym porozmawiać z Tobą, ale chyba w cztery oczy.-kończy.
-Ok, to pogadamy. Dolać komuś?-pytam zapełniając już 3. szklankę.
-O właśnie, a może panie też chcą coś mocniejszego? Albo likier czy wino?-tata wstaje od stołu w kierunku barku.
-Ja nie mogę, prowadzę.-mówi Milena.
-No jak to?-dziwi się Renata.-No to może Ty się ze mną napijesz? Malibu? Chambord? Albo mamy dobre hiszpańskie wino od mojej kuzynki...
-To może wino.
-A może Ci drinka zrobić?-pytam się.-Kilka shotów nie zaszkodzi, co?
-Nie dziękuję, kochanie.-pochyla się i daje mi buziaka, przytrzymuje mnie za luźno wiszący krawat.-Sobie zrób, to się wyluzujesz.
-Ballantines'a lepiej nie mieszać z wódką, bo mnie nikt do domu nie zaciągnie, albo się rozbierać zacznę.-uśmiecham się do niej słodko.
-Mmm...to może jednak chcesz?-dotyka delikatnie moich ust i się szybko odsuwa.
Zauważam na nas badawcze spojrzenie taty. Szybko jeszcze daję Oli buziaka w policzek i piję whiskey, po czym znowu sobie polewam. Czuję, że dziś muszę wyluzować, bo nie dociera do mnie, że moja rodzina podzieliła się na dwie, a ja stoję gdzieś po środku i nie umiem się odnaleźć.
-Może Ty już nie pij?-mówi tata patrząc na kolejną szklankę whiskey.
-Odkupię, jak tak Ci zależy.
-Nie o to chodzi.
-Daj spokój, jestem dorosły.-uśmiecham się.
-Dorosły, a rozsądny to dwie różne rzeczy...
-Więc twoim zdaniem jestem nierozsądny?
-Nie powiedziałem tego.
-A ja nie zaprzeczam, tylko pytam. Co się denerwujesz? Wasze zdrowie.-piję kolejną szklankę.
-Starczy tego.-mówi Ola.-Rozleje pan to sobie i Jankowi i koniec.
-Co? O co Ci teraz chodzi? Nalejcie mi też.-protestuję.
-Nalać to ty sobie soczku możesz.-mówi Ola poważnie.
-Tylko tą skończę...jaka Ty groźna jesteś.
Kolacja kończy się ok. 22 kiedy wypiliśmy tą butelkę whiskey ( połowę ja ), zjedliśmy i skończyły się sensowne tematy rozmów. Ja już nawet nie miałem ochoty tam siedzieć więc prawie się nie odzywałem. Bawiłem się włosami Oli i co jakiś czas rzucałem kilka słów, żeby nie było, że się nie udzielam.
W końcu opuściliśmy imprezę i wsiedliśmy do Porsche. Milena i Ola z przodu, a ja z Jankiem z tyłu. Wszystko dookoła mnie troszeczkę wirowało, chłodny nocny wiatr owiewał moją twarz. Wtedy wpadłem na pomysł.
-Ej czekajcie ... ja pójdę po jakąś wodę bo się źle czuje, ok?-wskazuję na logo sklepu za rogiem.
-Iść z tobą?-pyta Ola podejrzliwie.
-Idę tylko po wodę, zaraz będę.
Ruszyłem w stronę sklepu trochę za szybko i wszystko mi się zakręciło, ale jak zwolniłem to udało się zachować pion. W sklepie ledwo znalazłem dział z alkoholami, z którego wziąłem setkę wódki, 100 ml przecież nic mi nie zrobi... Po drodze zgarnąłem wodę źródlaną. Za wszystko zapłaciłem i przy wyjściu ze sklepu na raz machnąłem setkę, żeby nikt nie widział, wyrzuciłem ją do kosza i w stronę auta szedłem tylko z butelką wody.
-Zwycięstwo...-z ulgą opieram się o samochód, z którego wysiadł Janek.
-Wsiadaj...-otwiera drzwi i popycha mnie do środka. Siadam na tylnej kanapie i uchylam okno popijając wodę. Milena rusza i jedziemy przez Warszawę.
Po dwóch minutach zatrzymujemy się w jednym z  korków, które są mimo godzin nocnych, bo ludzie jadą lub wracają z wakacji...
Zauważam za oknem kilku kibiców Legii, krzyczących i śpiewających. Chyba właśnie wracają z meczu czy coś...
-  LEGIA WARSZAWA! WARSZAWA CWKS, LEGIA NAJLEPSZA JEST!-otwieram okno i śpiewam z nimi.
-Weź się chowaj, bo Ci wjebią jak Cię rozpoznają.
-Czemu?-śmieję się.
-Bo odszedłeś do Arsenalu.
-O kurwa...-śmieję się.-To sorry panowie, ja nic nie zrobiłem! Legia ponad życie!-krzyczę i zamykam okno.-Daj głośniej bo fajna piosenka leci...-mówię do Mileny.- No dalej no...
-Weźcie mu włączcie może się zamknie?-mówi Janek i dziewczyny zwiększają głośność, a my ruszamy dalej ulicami Warszawy.
Znów otwieram okno i tym razem siadam na drzwiach, a do pasa wystaję na ulicę.
Wszystko mi się trochę rozmywa, ale czuję coś co każe mi się śmiać.
-TAK SIĘ BAWI LONDYN, WOOOOOOOOOOOOOOOOO!-ludzie patrzą na mnie i się śmieją.
-Zamknij się, cwelu...-Janek wciąga mnie do środka.-Ale się nachlałeś...-zamyka okno.
-Nie jestem pijany?-mówię.-Kochanie...chodź do mnie...-wyciągam ręce do przodu.
-Nie mam jak, kochanie...
-A jak ja przyjdę do Ciebie?
-Nawet o tym nie myśl.
-Bzykajmy się.-zaczynam zdejmować koszulę.
-Ogarnij się stary.-mówi Janek.
-Kochanie, spokojnie...sam wiesz jak Ty się zachowujesz jak się napijesz...musisz być wyrozumiały dla niego.-mówi Milena.
-Masz bardzo mądrą dziewczynę.-kiwam głową.-A ja Ci powiem coś o mojej...-ściszam głos.
Janek patrzy na mnie dziwnie, albo ze złością jakoś nie mogę tego określić.
-Kocham ją, ale nikomu nie mów,ok?-pytam go szeptem i zaczynam się śmiać.-Wszystko jest takie śmieszne...a wiesz co najlepsze? Że laska taty jest od nas starsza o max. 5 lat...mam do niej mówić mamo? A i te jej usta...wary obciągary hahaha. Spać mi się chce...
-To się połóż...-mówi Ola
-Nie, bo go potem nie wyciągnę go z auta.-mówi Janek.
-No to wytrzymaj chwilę, kochanie...
-Zrobię to dla Ciebie...-uchylam okno i opieram się o nie, zamykam oczy.
Kiedy je otwieram samochód zatrzymuje się pod wysokim apartamentowcem w dzielnicy, którą kojarzę.
-Dzięki Wam, będziemy po auto jutro.Do zobaczenia.-Ola i Milena wymieniają buziaka w policzek.
-Janek, pomóż jej z Wojtkiem...weź go jakoś ogarnij do mieszkania.-prosi Milena.
-Ok, chodź stary...-Janek wysiada z auta.
Muszę chwilę pomyśleć zanim zrozumiałem co mówią.
-Mieliśmy...do Ciebie dziś, kochanieee.-mówię, kiedy Janek otwiera drzwi.
-Ale jesteśmy u Ciebie, chodź..-mówi Ola i idzie przodem. Wlepiam wzrok w jej krągłe pośladki i ruszam chwiejnym krokiem.
Janek zarzuca moją rękę na swoje ramie i podtrzymuje mnie...nie mam sił, żeby mu coś powiedzieć. W windzie opieram się o ścianę i oglądam uważnie Olę, która unika mojego spojrzenia i o czymś rozmawia z Jankiem ale jakoś ich nie słucham.
Wysiadamy i Janek prowadzi mnie do drzwi mojego mieszkania.
-Daj klucze...-Ola podchodzi i wkłada mi rękę do kieszeni po czym otwiera drzwi.
Janek prowadzi mi na kanapę, gdzie mówi mi cześć, daje buziaka Oli i wychodzi.
-Ech...coś Ty znowu zrobił.-Ola siada na podłodze obok kanapy, na której leżę.-Idziemy spać, kochanie. Zaczyna zdejmować mi buty i rozpina spodnie.
-Może też siebie też rozbierzesz to coś razem porobimy?-proponuję.
-Nie dziś.-uśmiecha się i zdejmuje mi spodnie.-Jeszcze koszula i lecimy spać.
-Okej..rób ze mną co zechcesz!-uśmiecham się.
-Chodź do sypialni...dasz radę?
-Dam...-złapałem ją za rękę i udało nam się dostać do łóżka, bez wywalania się, chociaż to kosztowało mnie sporo wysiłku.
Kiedy położyłem się do łóżka Ola przykryła mnie kołdrą i zdjęła z siebie ubrania i założyła moją koszulkę, po czym położyła się obok mnie. Cały pokój i ona wirowały ... Potem wszystko okryła ciemność.
_____________________________________________________________________________

Pijak jeden! 

Myślicie, że Ola pójdzie na te studia, a Wojtek naprawdę nie ma co do niej żadnych planów?
I dlaczego właściwie się upił? Piszcie co myślicie :)

kocham i czekam na kom xo

Dodaję to w Sylwestra, jest godz. 02:11 .
Chciałabym życzyć Wam szczęśliwego nowego roku, spełnienia marzeń, wypełnienia swoich postanowień, dużo miłości i zajebistych wspomnień! <3
wszystkiego najlepszego w roku 2014 kochani ! <3




niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 16.- " niepoprawny romantyk "

-Uwielbiam to miasto.-Ola bierze do ręki lampkę wina.
-Jest niesamowite, jedno z niewielu magicznych miejsc w Polsce...-patrzę za okno hotelowej restauracji.
Jest 23, siedzimy na romantycznej kolacji w hotelowej restauracji. Przez 4 dni pobytu w Trójmieście zwiedziliśmy i zobaczyliśmy właściwie wszystko co chcieliśmy. Zaczynając od " Experymentu "  kończąc na porcie. W między czasie zobaczyliśmy stare miasto, spacerowaliśmy po kolorowych uliczkach, kąpaliśmy się i nocami bywaliśmy w klubach.
-Masz ochotę się przejść?-pytam ją z uśmiechem i wycieram usta serwetką.
-Proponujesz mi romantyczny spacer brzegiem morza?-Ola uśmiecha się.
-Tak, oklepane, ale co zrobisz. Trafił Ci się niepoprawny romantyk.
-Ech, jakoś będę musiała to przeżyć. Chodźmy.-łapie mnie pod rękę i opuszczamy hotel.
Na zewnątrz wciąż jest ciepło, mimo późnej godziny i lekkiego wiatru.
-Kocham to miejsce.-Ola siada na piasku, obok kładzie swoje szpilki. Morskie fale leniwie przypływają i odchodzą z brzegu, szum morza i dźwięki miasta tworzą specyficzną atmosferę.
Ola siedzi na samym brzegu, woda obmywa jej nogi i w końcu moczy krótką sukienkę, którą ma na sobie.
Postanawiam się dosiąść do niej.
-To miał być spacer, a nie...posiadówka jakaś.
-Nie mam już siły na chodzenie...-Ola już leży na piasku.
Kładę się obok i odgarniam jej włosy z twarzy.
-To może jutro zafundujemy sobie spa? Cały dzień słodkich masaży i kąpieli?-proponuję.
-To by było cudowne...w sumie nigdy nie byłam w spa.- ona śmieje się zakrywając twarz.
-To jutro będziesz.-łapię ją za ręce i zakładam sobie na szyję po czym delikatnie całuję ją w policzek.
-Mmm...kontynuuj...-mruczy cicho.
-Może pójdziemy do hotelu?-całuję jej szyję i policzki.
-A co będziemy tam robić?-pyta z uśmiechem.
-Zrobię Ci prywatne spa z masażem.-proponuję.
-O...no to chodźmy.-Ola wcale się nie podnosi.-Weź mnie na ręce.
-Do morza Cię mogę wrzucić.
-Nie...zanieś mnie, mój księciu.-wysyła mi buziaka.
Wzruszam ramionami i biorę ją na ręce. Kiedy zaczęliśmy iść w stronę hotelu Oli przypomniało się, że  na piasku zostały jej buty więc po nie wróciliśmy. Ale zamiast zatrzymać się przy nich poszedłem dalej, do wody i w ubraniach weszliśmy prawie do pasa, mimo początkowych protestów Oli.
-Jesteś głupi!-śmieje się Ola i powoli ją puszczam do wody. Jestem w wodzie aż do pasa, Ola prawie do biustu.-Zimna ta woda.
-Sama jesteś zimna, patrz-wskazuję głową w prawo, gdzie grupka ludzi w strojach kąpielowych grała w siatkówkę w morzu. Plaża przy hotelu jest strzeżona, więc możemy tu przebywać.-Im jest ciepło.
-Oj, ale mi zimno, chodźmy już.-Wiesza mi się na szyi i daje czułego buziaka. Z powrotem biorę ją na ręce i razem wychodzimy z wody, zabieramy buty i idziemy prosto do naszego hotelu. Na chodniku Ola stwierdziła, że dalej może jej się chcieć iść więc szliśmy trzymając się za ręce, całując i przytulając.
Czułem się jak zakochany nastolatek, nie chciałem wypuścić jej z objęć ani na chwilę.
W pokoju Ola od razu poszła po ręcznik żeby wytrzeć lekko pomoczone włosy i zdjąć sukienkę. Wróciła w krótkim topie i szortach.
-Jesteś piękna.-patrzę jak rozczesuje swoje ciemne włosy.
-Oj, weź przestań...-rumieni się.
-Ale tak jest. Napijemy się jakiegoś szampana, wina ...czegokolwiek?
-Mało piłeś na imprezach?-uśmiecha się kątem ust.
-Tak, mam niedobór alkoholu. Wino czy szampan?-biorę telefon.
-Szampan, niech będzie na bogato.-puszcza oczko i odkłada szczotkę.
-Ok.-dzwonię do obsługi i zamawiam zimnego szampana.
Po kilku minutach dostajemy alkohol i dwa kieliszki, chłopak odchodzi z napiwkiem a my otwieramy butelkę i podziwiamy nocny widok morza.
-To najpiękniejsze wakacje...-Ola wtula się we mnie.
-Wiem...są idealne.-odstawiam kieliszek i skupiam się tylko na niej.
-Serce Ci szybko uderza...-Ola jest wtulona w moją klatkę piersiową.
-Zawsze tak ma jak jesteś blisko.
-Ooo, jaki Ty jesteś słodki.-patrzy na mnie i po chwili delikatnie całuje mnie w policzek.
Postanawiam szybko zamienić to w dłuższy pocałunek, więc z zamkniętymi oczami szukam jej ust i w końcu wpijam się w nie delikatnie. Słyszę jej cichy jęk i mocniej ją przytulam po czym sadzam sobie w pasie i nie przestaję całować.
Dzisiaj musi być moja, muszę ją mieć, chcę żeby w tej jednej chwili była tylko moja, żebym był tym jedynym, który ją zdobył.
Świat wiruje i nagle lądujemy na łóżku.Całuję ją po policzkach, szyi i schodzę do obojczyków. Ona zdejmuje ze mnie koszulkę i całuje moje barki.Dotykam jej ud i mocniej ściskam pośladki, całuję jej brzuch i biodra. Rozpinam szorty i odrzucam je na bok. Sadzam Olę na swoich kolanach i całuję, aż brakuje nam tchu. Po kilku minutach pieszczot leżymy tylko w bieliźnie. Pochylam się nad nią i odgarniam włosy z jej czoła.
-Kocham Cię.-mówi i dłonią gładzi mnie po brzuchu.-Chcę...
-Jesteś pewna?-pytam spokojnie, mimo że w środku aż mnie roznosi z podniecenia.
-Tak...-mówi niezbyt pewnym głosem.
-Jakby coś było nie tak..to mów.-uśmiecham się i całuję ją.
Kiedy dotykam jej nagiego brzucha i zdejmuję stanik, czuję jak jej ciało drży, więc mocno ją przytulam.
-Będzie dobrze, rozluźnij się...-szepcę jej cicho do ucha i kontynuuję pieszczoty.
Kiedy już oboje byliśmy nadzy zawahałem się. W końcu teraz jestem za nią odpowiedzialny dużo bardziej...
Starałem się być delikatny, tak, żeby jej było dobrze. Kochaliśmy się długo i wręcz doskonale.
Nigdy w życiu nie kochałem się tak dobrze, nie czułem się tak wspaniale po seksie. Może nie mówię tu o kontakcie fizycznym, bo przecież to jej pierwszy raz, nie mogła się kochać jak ' znawca'. Mówię o psychice, uczuciach. Nigdy w życiu nie czułem się z kimś tak bardzo związany, zżyty i zakochany. Naprawdę czułem, że to jest to czego potrzebowałem. Pierwszy raz poczułem coś takiego, zawsze liczyły się cycki, dupa i dobre zaliczenie.
-Wszystko ok?-pytam Olę, która okrywa się mocniej kołdrą.
-Tak...doskonale.-uśmiecha się i stara uspokoić, wciąż przyspieszony, oddech, po czym sięga po moją koszulkę, która leży na podłodze.
-Nie, zostaw...-łapię ją za rękę.-Daj się nacieszyć...-całuję w ramię.
-Niech Ci będzie, ale chcę więcej buziaków.-uśmiecha się.
-Mmm...poświęcę się.-zaczynam całować całe jej ciało.
Ola zasypia koło 2 w nocy, idę w jej ślady i mocno ją przytulam ze świadomością, że wszystko czego pragnę mam w swoich dłoniach.
_________________________________________________________________________________

Obudziłam się chwilę przed Wojtkiem, zdążyłam tylko ubrać się w jego koszulkę kiedy zadzwonił telefon.
-Halo?-zaspany odbiera.-Cześć Liza ..czemu dzwonisz tak wcześnie, coś się stało...ale jak to jest już 12? Nie zauważyłem.
Uśmiecham się pod nosem, Wojtek gestem pokazuje, żebym została i kontynuuje rozmowę.
-Co? Ale kto ... co on chce?-pyta zdezorientowany.-Po co w ogóle przyjechał....
Trzeba mu przyznać, że wyglądał niesamowicie seksownie leżąc do połowy przykryty kołdrą, na poduszkach i słodko przecierającym zaspane oczy. Jego włosy były ułożone w sennym nieładzie.
-Dobra...Liza, my będziemy dziś wieczorem jakoś...może dość późno. Do zobaczenia, pa.-odkłada iPhone.
-Coś się stało?-pytam z uśmiechem.
-Tata jest w Warszawie...-mówi zamyślony.
-Chcesz jechać wcześniej?
-Obiecałem Ci dzień w spa.-uśmiecha się.
-Daj spokój, widzę, że chcesz. A do spa jeszcze zdążę pojechać. Myjemy się, pakujemy i jedziemy. Śniadanie gdzieś po drodze złapiemy.-całuję go w czoło.
-Nie wyobrażasz sobie jak bardzo Cię kocham.-uśmiecha się.-Mogę iść z Tobą?-pyta kiedy idę w stronę łazienki.
-Nie możesz...-pokazuję mu język i znikam za drzwiami.
Ściągam z siebie koszulkę i odkręcam wodę do wanny.
Zerkam na swoje odbicie w lustrze i zaczynam się sobie przyglądać.Czy coś się zmieniło?
Nie, absolutnie nic. Mój brzuch wciąż jest taki sam, może bardziej opalony...moje piersi wciąż są za małe, a tyłek za mało okrągły. Uda są w porządku.
Zmieniło się tylko to, że to ciało nie należy już tylko do mnie. Ktoś inny je dotknął, był w nim, zdobył je.
Wczorajsza noc była cudowna, chociaż nie było do końca tak przyjemnie jak myślałam. Wiem, że z każdym razem będzie jeszcze lepiej. Ale inna sprawa czy zadowoliłam Wojtka?
Mam nadzieję, że nie spodziewał się jakiegoś mega seksu z wyćwiczoną laską, bo na to nie było najmniejszych szans. Mam nadzieję, że go zadowoliłam...
A tak szczerze mówiąc, to on jest cholernie seksowny. Ma umięśnione, bez przesady, po prostu ładnie wyrzeźbione ciało. Rozpływam się w jego dużych dłoniach, uwielbiam umięśniony brzuch, którego dopełnia tatuaż. Ma mocno umięśnione nogi i ręce. Nic mnie chyba tak nie podniecało jak widok i dotyk jego nagiego, rozpalonego ciała.
Jestem mega zadowolona z tych wakacji. To będą jedne z najpiękniejszych wspomnień jakie miałam. Wspólny spacer w zoo i głupie zdjęcia  z każdej wycieczki, romantyczny wieczór na plaży, szaleństwo w nocnych klubach, rozmowy z jego fanami, długie spacery po mieście. Wszystko uwiecznione na zdjęciach.
Wczorajszego wieczoru nigdy nie zapomnę, jeśli mogłabym wybrać jak miał wyglądać mój pierwszy raz zdecydowanie wybrałabym wczorajszy wieczór. Było idealnie.
Z tymi przemyśleniami wchodzę do wanny i biorę relaksującą kąpiel.
Po kąpieli suszę i czeszę włosy w wysoką kitkę, nakładam odrobinę podkładu i tuszu. Po czym wychodzę w samym ręczniku, bo zapomniałam wziąć ubrania do łazienki.
-No, no ... jeżeli zamierzasz dziś tak chodzić cały dzień to jestem za...-Wojtek odkłada tablet i siada na brzegu łóżka.
-Nie rób sobie nadziei na to, kochanie.-wyciągam top i szorty z torby, zaczynam szukać bielizny, kiedy nagle on przyciąga mnie do siebie, na łóżko i zdejmuje ze mnie ręcznik. Rzuca mnie na chłodną pościel i pochyla się w samych bokserkach.
-Jak to? Miałem nadzieję, że cały dzień będziesz paradować nago.
-Nie, zdecydowanie nie będę.-śmieję się gdy on robi mi malinkę na obojczyku.-Puść mnie już, co?
-Nie, jeszcze chwilkę.-całuje mnie w usta.
Trochę czuję się skrępowana tym, że leżę przed nim całkiem nago...
-Wojtuś, kochanie, zimno mi.-zaczynam narzekać.
-No, to może jednak się ubierz.-pokazuje mi język i całuje w ramię, po czym jak gdyby nigdy nic wraca do ipada.
Podnoszę ręcznik i wracam do łazienki.
Zakładam top i wczorajsze szorty, spryskuję się owocową mgiełką i wychodzę z łazienki zabierając po drodze moją  kosmetyczkę i ubrania.
-Możesz iść się kąpać.-mówię wrzucając wszystko do walizki.-A ja w tym czasie nas spakuję.
-Jak chcesz, tylko wezmę sobie coś do ubrania.
Hotel opuszczamy koło 13, w towarzystwie paparazzich, do których powoli zaczęłam się przyzwyczajać.
-Szkoda, że już musimy wracać...-mówi Wojtek po wyjechaniu  z Trójmiasta.-Przepraszam, że nie zostaliśmy do wieczora...
-Daj spokój, co? Sama to zaproponowałam i niczego nie żałuję.Było cudownie, wiesz?-kładę mu dłoń na kolanie.
-Wiem.-uśmiecha się.
Droga do Warszawy mija nam szybko i przyjemnie, Wojtek zdecydował się jechać płatną autostradą, aby było szybciej. Więc na naszej ulicy jesteśmy między 18 a 19.
-To samochód taty...-mówi Wojtek widząc Jeep'a na podjeździe.
-Właściwie to czemu Eliza Ci mówiła, że on tu jest?
-Bo Janek nie chciał, żebym wracał szybciej do niego. Poza tym nikt nie mówił, że on jest u nas w domu, tylko w mieście. Ale widocznie postanowił ich odwiedzić.-gasi silnik i otwiera drzwi.
-To zobaczymy się później? Może was samych zostawię?
-Nie, chodź ze mną. Proszę. Później oboje pójdziemy do Ciebie.-prosi Wojtek.
-No dobrze, chodźmy.
Wysiadamy z auta i za rękę idziemy do domu Wojtka. W Wa-wie jest 27 stopni, trochę mniej niż w Sopocie, ale i tak cudownie gorąco.
Wchodzimy do domu, przy wejściu czuć zapach wanilii i...oliwki dla dzieci.
Z salonu dobiegają śmiechy i rozmowy. Wojtek mocniej ściska moją dłoń.
-Cześć Wam!-Wojtek wita się ze wszystkimi w progu.-Cześć...tato.
Wtedy wszyscy rzucili się na powitanie. Wszyscy oprócz taty Wojtka. On został na końcu.
-Cześć, synu...-uśmiecha się lekko skrępowany.-A to ... kto?-pyta patrząc na mnie.
-Ola...moja dziewczyna. Zresztą, znacie się przecież...-mówi niepewnie na niego patrząc.
-Ola? Jejku...nie poznałem Cię. Jesteś jeszcze ładniejsza niż byłaś...-mówi z uśmiechem.
-Więc co tu robisz?-pyta Wojtek siadając na kanapie obok Elizy.
-No właśnie...otóż zostałem trenerem bramkarzy w Legii! Wczoraj podpisałem kontrakt.-oznajmia z uśmiechem.- I z tej okazji zapraszam Ciebie i Janka, z paniami oczywiście, na kolację do mnie do mieszkania. Poznacie przy okazji Renatę. Jutro o 18 wam pasuje?
-Tak, jutro będzie ok. Chłopaki w legii mają z Tobą przejebane.-mówi Wojtek ze śmiechem. Chyba się trochę rozluźnił.
-Napijesz się czegoś?-podchodzi do mnie Lizka.
-Tak, chętnie.
Idziemy razem do kuchni. Wojtek rozmawia z resztą rodziny.
-Jak Ci się podobały wakacje  z moim bratem?-pyta nalewając mi pepsi.
-Szczerze to było niesamowicie. Uwielbiam go...-patrzę na kanapę gdzie uśmiechnięty rozmawia z mamą.
-To czemu coś Cię martwi?
-Nic mnie nie martwi, wszystko jest ok.-zapewniam ją, kłamiąc.
Tak naprawdę cały czas głowę zaprząta mi wczorajsza noc.
-Nie kłam i mów co jest.-Lizka opiera się o blat.
-Przespałam się z nim.-mówię uciekając wzrokiem.
-Żartujesz?-mówi z niedowierzaniem.
-Serio...trochę dziwnie się z tym czuję...-biorę łyka pepsi.
-Nie masz czemu, to normalne...
-Pogadamy o tym jak będziemy same,ok? Bo na razie muszę przygotować się do kolacji z jego ojcem i jego dziewczyną...brzmi jak wyzwanie.
Wtedy nie wiedziałam, że bardziej jak spełnienie ukrytych marzeń...


_______________________________________________________________________________


W końcu Wojtkowi się udało, ale czy Ola jest z tego zadowolona?
I co mają znaczyć ukryte marzenia?

Ktoś ciekawy? Albo może domyśla się ktoś?:)

dawno mnie tu nie było ale piszę jeszcze na love makes suprises więc ciężko idzie :P
Kolejny rozdział będzie tam :D

Kocham i czekam na komentarze xo 

mam pytanie, ktoś czyta www.evenifyourenotonlyone.blogspot.com ? bo nie wiem czy mam tam coś pisać czy nie .... bo jeśli nie ma dla kogo to pozbędziemy się go :p